Menu Zamknij

Słowackie Tatry czyli pomysł na aktywny weekend

Takie akcje lubię chyba najbardziej. Jeszcze we wtorek, zakładałam, że zostanę na długi listopadowy weekend w domu, a już we środę pakowałam manatki by ruszyć na cztery dni w Tatry. Tak moi drodzy, spontan to moje drugie imię. 😉 No dobra, już widzę mojego męża zaśmiewającego się na to stwierdzenie, ale czasem nawet ja potrafię wspiąć się na wyżyny spontaniczności i wyjechać gdzieś, nie planując tego z półrocznym wyprzedzeniem. I jak się okazuje, takie wyjazdy smakują najlepiej. Bez zbędnej spiny, oczekiwań i harmonogramu dnia. A jak dopisze pogoda i trochę szczęścia to już w ogóle ideolo.

Słowackie Tatry w siodełku

To już standard, że gdziekolwiek nie jadę na urlop autem, zawsze zabieram rower. Tym razem nie mogło być inaczej. Od jakiegoś czasu chodziło za mną by przejechać się szlakiem rowerowym wokół Tatr. Oczywiście nie było mowy o zrobieniu całej pętli, na pewno przyjdzie na to jeszcze czas, ale chciałam chociaż zrobić sobie takie preludium. 🙂 Wybór odcinka do przejechania był prosty. Jako, że moja rodzinka postanowiła ruszyć w góry, a konkretnie zdobyć Hrebienok i pozbierać pieczątki z pobliskich schronisk, ja postanowiłam do nich dojechać pokonując trasę z Jaskini Bielańskiej do Popradu, w którym planowaliśmy się spotkać.

I tak około godziny 10:00 ruszyłam Cyklotrasą, wiodącą wzdłuż trasy nr 66 do Spisskej Beli. Zdecydowanie przyjemniej jedzie się ten odcinek w przeciwnym kierunku z widokiem na Tatry. Ja akurat wiele tym razem nie traciłam bo poranna mgła i tak nie pozwalała nacieszyć oka żadnymi widokami. Do tego powiało chłodem jak z łóżka teściowej i całe moje skupienie szło w rozgrzanie rąk. Kto normalny w listopadzie jeździ w krótkich rękawiczkach? No chyba tylko ja!  Na szczęście wraz z upływem czasu i kolejnych kilometrów dało się odczuć lekkie ocieplenie atmosfery za sprawą słońca, które wreszcie zdecydowało ruszyć swój tyłek i wspiąć się na nieboskłon. Palce rąk i stóp powróciły w moje władanie, a mgła też dała sobie spokój z uprzykrzaniem mi jazdy. Jeszcze przed Spisską Belą odbiłam w prawo na ścieżkę rowerową w kierunku Kieżmarka. W końcu, powoli, nieśmiało, gdzieś tam na horyzoncie zaczęły wyłaniać się Tatry. Od tego momentu nawet jazda zaczęła jakoś tak lepiej żreć, oczywiście z pominięciem przystanków co kilka kilometrów na kolejne słitfocie z górami i Popradem, przez który przeprawiałam się urokliwą, drewnianą kładką. Ale jak się później okazało prawdziwy sztos dopiero na mnie czekał.

S2021E030 Asset 03
S2021E030 Asset 02
S2021E030 Asset 05
Szlak wokół Tatr - 12 listopada 2021

Po wyjeździe z Kieżmarka ruszyłam w kierunku Wierzbowa. O matulu, ależ to jest epicki odcinek! Asfaltowa ścieżka rowerowa wśród bezkresnych pól z widokiem na Tatry. Do tego słońce przejęło już pełną kontrolę nad pogodą i zapewniło mi fantastyczną widoczność bez grama ostrego cienia mgły. Dobrze, że mogłam oprzeć szczękę o kierownicę, inaczej huk jej opadania na drogę rozniósłby się niezłym echem po okolicy. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Po dotarciu do Wierzbowa ścieżka ustąpiła miejsca lokalnej drodze, która po minięciu miejscowości Zakovce przebiega koło wysypiska śmieci. Dosyć drastyczna zmiana pejzaży po tym, co dopiero widziałam. Do tego zapach skutecznie obniżał komfort jazdy. Zalecam wam skierować głowę na prawo, gdzie wciąż można napawać się widokiem szczytów Tatr. W końcu dotarłam do Hozelca, z którego odbiłam na ostatni punkt mojego przejazdu, przynajmniej tak mi się wówczas zdawało, czyli Poprad. Kilkukilometrowy odcinek trzeba pokonać bardzo ruchliwą trasą nr 18, na szczęście pobocze jest szerokie, więc jedzie się stosunkowo komfortowo.

Jako, że moje towarzystwo wciąż walczyło na górskich szlakach, dałam się namówić mojemu mężowi na podjazd do Starego Smokovca. I tutaj komfort jazdy się skończył. Bynajmniej nie chodzi tu o kolejne metry przewyższeń, a o kierowców - idiotów, którzy uwielbiają wyprzedzać na gazetę, najlepiej przy akompaniamencie pisku opon i klaksonu. Tacy chyba się sieją, a nie rodzą, bo to aż niemożliwe. Na szczęście dotarłam do celu bez szwanku, nie wiem czy bardziej zmęczona podjazdem czy stresem. Do tego za chwilę miałam się dowiedzieć, że to jeszcze nie koniec moich zmagań na rowerze tego dnia. Nie ma to jak mężon wsiadający na ambicje tekstem, że jak nie podjadę pod Hrebienok to będę "pussy". Że też on, cholera jasna, musi mnie tak dobrze znać. Ale, że ja nie podjadę? Ju toking tu mi?!? Poprosiłam zatem przypadkowego przechodnia "by potrzymał mi piwo" i ruszyłam w górę. podczas wspinaczki myśli o zbrodni doskonałej na mym mężu pochłonęły mnie niczym mokradło ciekawskiego wędrowca i nawet nie zorientowałam się, kiedy dotarłam na szczyt. O dziwo wszystkie złe myśli ustąpiły miejsca satysfakcji i radości, gdy na samej górze ujrzałam całą trójkę, czekającą na mnie przed schroniskiem.

S2021E030 Asset 06
S2021E030 Asset 07
Szlak wokół Tatr - 12 listopada 2021

Oczywiście jeśli będziecie w okolicach to polecam zrobić przynajmniej część przejechanej przeze mnie traski koniecznie z fragmentem od Kieżmarka do Wierzbowa.

S2021E030 Asset 13
Szlak wokół Tatr - 12 listopada 2021

Słowackie Tatry na nogach

Było coś dla miłośników dwóch kółek, to czas na coś dla miłośników wędrówek. W sobotę postanowiłam bowiem odwiesić rower na kołek i ruszyć z moją rodziną na podbój górskich szlaków. Zostawiliśmy auto w Tatranskiej Łomnicy i wjechaliśmy kolejką do Skalnatego Plesa. Jeśli będziecie planować przejażdżkę kolejką to przygotujcie się na spory koszt. Za 3 osoby zapłaciliśmy 60 EUR w jedną stronę, dzieci do 6 lat mają przejazd za darmo. Jednak i tak jest to stosunkowo mało w porównaniu do ceny za kolejkę na sam szczyt Łomnicy, na którą bilety trzeba kupować z dużym wyprzedzeniem, nie ma możliwości zakupienia ich na miejscu.

Gdy dotrzecie na górę warto przed wyruszeniem na szlak obejść sobie dookoła tamtejsze jezioro. W takich miejscach człowiek żałuje, że nie ma takiego magicznego ability by kręcić głową w zakresie 360 stopni. Byłoby naprawdę dużo prościej chłonąć wszystkie te widoki.  W końcu byliśmy gotowi by rozpocząć naszą wędrówkę w dół czerwonym szlakiem, a celem naszej wycieczki był dobrze nam już znany Hrebienok. Chodzenie po górach to zdecydowanie nie moja specjalność i uczciwie przyznaję, że była to dla mnie wymagająca wędrówka. Dlatego tym bardziej byłam pełna podziwu dla moich cór, które dzielnie pokonywały kolejne kamulce na ich drodze. Szybko zorientowałam się też, że informacje na temat czasu na pokonanie danego odcinka zdecydowanie nie dotyczą tempa dzieci. 😉 Na szczęście pogoda i tego dnia była dla nas łaskawa, a trudy na trasie wynagradzały przepiękne widoki. Szczególnie podczas krótkiej przerwy na drugie śniadanie w Łomnickiej Vyhliadce.

S2021E030 Asset 08
S2021E030 Asset 09
S2021E030 Asset 10
Tatrzańska Magistrala - 13 listopada 2021

Motywacją do dzielnego maszerowania były kolejne pieczątki ze schronisk. Tego dnia zdobyliśmy jedną na samym początku ze Skalnatej Chaty oraz kolejną z Zamkovskeho Chaty. Mieliśmy też szczęście zobaczyć po drodze dwa lisy, które kompletnie się nas nie bały. Niestety szybko przekonaliśmy się, że to wina ludzi, którzy dokarmiają je kanapkami. I weź tu człowieku znajdź mądrą odpowiedź na pytanie pięciolatki:

"Mamo, czemu ta pani karmi tego lisa, przecież on oduczy się polować i umrze? Ta pani jest dorosła i powinna to wiedzieć, skoro ja to wiem."

Na koniec nacieszyliśmy jeszcze oko wodospadami na Studenym Potoku. Tutaj też ścieżka robi się już trochę łatwiejsza, co przyjęłam z wielkim entuzjazmem biorąc pod uwagę, że od jakiegoś czasu potykałam się już o własne nogi. Ostatecznie mega zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi dotarliśmy do Hrebienoka. W efekcie dziewczyny jeszcze dobrze nie wsiadły do auta, a już spały. To tak, jakbyście szukali dobrej metody na usypianie. Przegonić po górach i będą spały, jak aniołki. A tak poważnie dziewczyny chyba naprawdę złapały bakcyla bo już w drodze do domu wspominały, że bardzo im się podobało.

S2021E030 Asset 11
S2021E030 Asset 12
Tatrzańska Magistrala - 13 listopada 2021

Podsumowanie

Mówiąc krótko Słowackie Tatry polecają się na weekend. Jest to świetne miejsce zarówno dla kolarzy jak i dla amatorów pieszych wycieczek po górskich szlakach. I mega się cieszę, że mogłam je podziwiać z dwóch jakże różnych perspektyw. Niby te same góry, a wrażenia zupełnie inne.

I choć po stronie słowackiej pewnie też się coś znajdzie, to ja osobiście jako bazę noclegową polecam wam Cabanówkę w Bukowinie Tatrzańskiej. Piękny widok na Tatry po przebudzeniu, rodzinny klimat oraz domowej roboty serki, które mają wszystkie górskie serki pod sobą. To tylko niektóre z niezliczonych zalet tego miejsca.

Także kalendarze, planery, czy cokolwiek tam macie w dłoń i... do makulatury. A w Tatry wpadajcie na totalnym spontanie bo wtedy smakują najlepiej. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.