Menu Zamknij

Rowerem przez Istrię cz. 3 – Bike Park Rabac

Podczas kilku dni spędzonych na Istrii przekonałam się, że szybkich, płaskich i typowo rekreacyjnych tras jest tutaj dostatek. Bez wątpienia znajdzie się tu coś zarówno dla amatorów szosy czy gravela, jak i miłośników MTB. Ale czy Istria może coś zaoferować poszukiwaczom adrenaliny, wyższego ciśnienia i szybszego pulsu? Na to pytanie miałam uzyskać odpowiedź ostatniego dnia, podczas pobytu w Bike Center Rabac. Ale póki co potrzymam was trochę w niepewności…

Słów kilka o bike parku

Bike Center Rabac to kompleks rowerowy na południu Istrii, zlokalizowany w pobliżu miejscowości Rabac. W jego skład wchodzi bike park z trasami o długości średnio kilku kilometrów, o różnym stopniu trudności - zarówno dla amatorów jak i bardziej doświadczonych kolarzy oraz bike skills park - do szlifowania umiejętności na krótkich odcinkach liczących około 300-400 m. Do tego znajdziemy tu dwa pump tracki, z czego jeden dla dzieci, punkt informacyjny, w którym możemy wykupić wycieczkę rowerową z przewodnikiem, specjalną strefę do mycia rowerów oraz centrum rowerowe ze sklepem, wypożyczalnią i serwisem rowerowym. Jak widzicie  gospodarze tego miejsca pomyśleli o wszystkim. Nawet gdy wybierzecie się w te strony na typowy urlop pod palemką, lecz nagle poczujecie, że szatan Wami miota, to można tu spokojnie wpaść na goło i wesoło, a obsługa centrum rowerowego w kilka minut zrobi z Was rasowych zjazdowców. Jak się okazuje, koszt takiej przyjemności bardzo nie zaboli. W zależności od tego, na jaką wersję się zdecydujecie, koszt wypożyczenia roweru waha się między 100 a 150 zł za dzień, a w ofercie znajdziecie e-bike'i, fulle i oczywiście stare poczciwe hardtaile. Oczywiście do kompletu możecie wypożyczyć przyczepkę albo fotelik dla najmłodszych.

Bike park oferuje nam trasy w trzech stopniach trudności. Kolor zielony oznacza trasy najłatwiejsze, niebieski - trasy o średnim poziomie trudności oraz czerwony - trasy dla żądnych wrażeń, obok których zawsze jest dostępna tzw. "pussy lane", jeśli nie umiecie jeszcze za dobrze w enduro. Warto jeszcze dodać, że korzystanie ze wszystkich tras, w tym pump tracków, jest bezpłatne. Więcej o Bike Center Rabac możecie znaleźć tutaj - Link, a ja przybliżę Wam teraz moje wrażenia z jazdy.

S2022E010 Asset 11
S2022E010 Asset 12
S2022E010 Asset 03
Bike Center Rabac, Chorwacja - 25 czerwca 2022

Przebieg wyjazdu

Aby nieco zmienić nasz dotychczasowy styl kolarski, tym razem przesiedliśmy się z rowerów MTB na e-bike. Przez ostatnie dni obadaliśmy typowo turystyczne szlaki, aż w końcu przyszedł czas na to, co tygryski lubią najbardziej, czyli singletracki z nutką enduro. Już od rana cieszyłam się jak szczerbaty na suchary i odliczałam minuty do przejażdżki. O dziwo, po moich pozostawiających wiele do życzenia występach w portugalskiej Sintrze, zatęskniłam za mieszanką 3P - pietra, prędkości i piachu w zębach. 😉

Tego dnia za miejsce startu obraliśmy sobie małą miejscowość na południu Istrii, Plomin Luka. Zanim jednak skierowaliśmy się w stronę bike parku, nasz przewodnik zaproponował nam szybką rundę rozgrzewkową wzdłuż brzegu zatoki. Na razie odcinek liczy dosłownie 2 km, ale dla samych widoków warto się przejechać. Mam nadzieję, że docelowo zostanie on dociągnięty do samej Rijeki, bo byłaby to zdecydowanie jedna z najbardziej efektownych tras, jakie miałam okazję zwiedzić.

S2022E010 Asset 02
Plomin Luka, Chorwacja - 25 czerwca 2022

Po powrocie do Plomin Luka ruszyliśmy w stronę bike parku. Zamiast zacząć przy wjeździe na szlaki w Rabac, my postanowiliśmy dostać się do nich od tzw. "żopy" strony. 😉 Tradycyjnie już, na chwilę przyjemności w postaci zjazdu trzeba sobie zasłużyć zwykle ciężką pracą na podjeździe. I to nie byle jakim podjeździe, bo do pokonania mieliśmy 3,5 km z około 400 m przewyższenia po ostrych i luźnych kamieniach, z kilkoma agrafkami po drodze. No i nawet, nawet jakoś się to jechało. Czasami nawet zdarzało mi się wyłączać bieg turbo, bo i na eco dało się oblecieć niektóre sekcje. Ale jak wiadomo, prawo spokoju jest w takich sytuacjach nieubłagane. Bo gdy czas płynie zbyt spokojnie, to może oznaczać tylko jedno - że "zuooo" pierdzielnie znienacka. Tym razem nie było inaczej. Na jednym z bardziej stromych odcinków dość niefortunnie wybrałam tor jazdy. W efekcie spod tylnego koła uciekł mi kamień i zapoczątkował serię zdarzeń, po której pozostało mi już tylko podprowadzić rower do bardziej płaskiego fragmentu, by móc w jakikolwiek sposób ruszyć. Tak, tak, dobrze czytacie. Nie udało mi się zrobić podjazdu na elektryku… Oczami wyobraźni widziałam siebie, nagusieńką niczym Cersei z „Gry o tron”, idącą środkiem szlaku, przy akompaniamencie głośnego "Shame, shame, shame...". Petar i Jacek ograniczyli się wprawdzie tylko do wymownych uśmieszków, ale ja czułam się totalnie odarta z resztek godności. Dobra, spuśćmy na ten moment dekoncentracji zasłonę milczenia. Po kilkunastu metrach, gdy kurz żenady opadł, wskoczyłam na rower i tym razem bez wachlowania biegami ruszyłam na pełnej..., by dotrzeć wreszcie na szczyt góry Prodol. Aaa, i najważniejsze, żeby nie było: chłopaki też zaliczali przystanki po drodze. W końcu wszyscy szczęśliwie dotarliśmy na górę. O Panie, ależ tu są widoczki! Co by nie mówić, dla takich chwil warto było się trochę poświęcić. Cisza, spokój, krajobrazy jak z National Geographic i do tego szansa na zdjęcie godne nagrody World Press Photo, kiedy „miszcz” pierwszego planu wpierniczy ci się w kadr. To się nazywa efekt motyla! 😉 Swoją drogą, czuliśmy się tu trochę jak w motylarni, a te skubańce wcale się nas nie bały, siadały na rowerach i podlatywały na centymetry, a wizualnie też im niczego nie brakowało. Niesamowite doświadczenie.

S2022E010 Asset 07
S2022E010 Asset 05
S2022E010 Asset 06
Góra Prodol, Chorwacja - 25 czerwca 2022

No dobra, podjazd jest, ale teraz czas na gwóźdź programu (oby tylko nie okazał się gwoździem do mej trumny), czyli zjazd. Na moje sugestie ruszenia, Jacek odparł, że jeszcze chwila, a jak wiadomo chwila jest u mężczyzn jednostką czasu bliżej nieokreśloną. W końcu jednak udało się skierować rowery w stronę jednej ze średnio trudnych tras, o wdzięcznie brzmiącej nazwie Espresso. Nasz przewodnik kusił nas wprawdzie jeszcze, by spróbować traski czerwonej, czyli level hard, ale trzeba sobie przecież coś zostawić, by tu wrócić, nie? I uznajmy to za główny powód naszej decyzji i pozostania jednak przy kolorze niebieskim. GoPro odpalone, telefony na standby'u, przełożenia ustawione? Te i jeszcze kilka innych pytań pojawiło się na liście kontrolnej przed wjazdem na szlak. Po sprawdzeniu naszej gotowości do jazdy, Petar dał w końcu sygnał, że możemy ruszać. Mnie nie trzeba było dwa razy powtarzać i tyle mnie chłopaki widzieli. Pierwsza sekcja trasy to stosunkowo prosty szutrowy odcinek bez wielu zakrętów, za to z wieloma kamieniami i drobniejszymi uskokami, zakończony krótkim podjazdem na wzniesienie. A tu kolejna porcja niesamowitych widoków, tym razem na wyspę Cres. Zjazd ze wzniesienia to już fragment z wieloma agrafkami, na których trzeba się pilnować, bo luźnych, dużych, a w dodatku pękających pod kołami kamieni, nie brakuje.

Chcąc porównać poziomy różnych tras, drugą część zjazdu postanowiliśmy pokonać szlakiem zielonym, czyli najłatwiejszym, który krzyżuje się z naszą Espresso. Faktycznie różnica między oboma trasami była kolosalna. Gładka, dobrze utwardzona, stosunkowo szeroka i niewymagająca nawierzchnia, dawała dużo więcej pola do popisu i możliwość odpuszczenia hamulcom, które do tej pory miały ze mną ciężki los. Do tego bardzo dobrze wyprofilowane zakręty, dla tych, którzy ufają prawom fizyki. 😊 Ja wciąż się tego uczę, ale i tak pokonywałam je w miarę zgrabnie. Niestety większa prędkość to i krótsza radocha z jazdy. Nim się obejrzeliśmy, byliśmy już na końcu szlaku w drodze do centrum rowerowego.

S2022E010 Asset 08
S2022E010 Asset 09
S2022E010 Asset 10
Bike Park Rabac, Chorwacja - 25 czerwca 2022

Po przejechaniu obu odcinków pojawiły się, tradycyjnie już, pewne obserwacje. Po pierwsze szlaki są bardzo dobrze oznaczone, na każdym skrzyżowaniu spotkamy słupek z tabliczkami w kolorach odpowiadających stopniom trudności i informujący, w którym kierunku prowadzi jaka trasa. Trasy w skills parku są krótkie, ale bardzo dobrze przygotowane i urozmaicone, typowo pod naukę umiejętności zjazdowych. Oczywiście mamy tu też różne stopnie trudności, od zwykłych, utwardzonych kruszywem ścieżek bez jakichkolwiek przeszkód jak np. "Easy Does It", po ścieżki z typowymi elementami technicznymi w postaci muld, czy stolików np. "Breezer". Dłuższe trasy w górnej części bike parku to już typowo dzikie szlaki, pełne luźnych kamieni, korzeni i uskoków, no może poza wspomnianą zieloną trasą rodzinną. Do ich pokonania warto wyposażyć się w fulla i to najlepiej z dużym skokiem. Na koniec jazdy czułam bowiem zmęczenie przedramion, które na kamieniach dostały niezły wpierdziel. Z kolei trasa zielona to na pewno fajna opcja na rodzinne harce. Jest ona na tyle szeroka, że można ją pokonać z dzieciarnią w przyczepce. Nie bez powodu w końcu nosi nazwę Family Bike Trail.

Haratanie w bike parku wypadało sowicie nagrodzić, czyli - uwaga - wjeżdża wątek kulinarny. Właśnie taka nagroda czekała na nas w restauracji hotelu Peteani w miejscowości Labin. Na dzień dobry wjechała przystaweczka nr 1 w postaci carpaccio z tuńczyka, zaraz po niej kalmar w tempurze na musie z kopru włoskiego, a na koniec okoń morski w pistacjach. Teraz sama się wmanewrowałam w słabą opcję, bo pisząc ten fragment czułam, jak mi kiszki marsza grają i dostałam ślinotoku na wspomnienie tych specjałów. Dlatego płynnie przejdę do wątku wszędobylstwa, tym razem po starym mieście w Labinie. Tam, podobnie jak w innych chorwackich mieścinach,, warto się na chwilę zgubić i pokontemplować różnorodność kolarskich doznań na Istrii. 😊

S2022E010 Asset 15
S2022E010 Asset 13
S2022E010 Asset 14
Labin, Chorwacja - 25 czerwca 2022

Podsumowanie

Po 3 dniach spędzonych na Istrii mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że odnajdzie się tu kolarz każdej maści. Szosowcy mogą spokojnie podelektować się odcinkiem EuroVelo8 na zachodzie półwyspu. Gravelowcy i trekkingowcy mogą zrobić tą samą trasę, tyle że z uwzględnieniem odcinków szutrowych bliżej linii brzegowej. EMteBowcy zdecydowanie znajdą satysfakcję mierząc się z trasą starej kolejki wąskotorowej Parenzana, a o endurowców zadba Bike Center Rabac na wschodzie półwyspu. Bogata baza hotelowa zapewni elastyczność zarówno amatorom kolarstwa romantycznego, którzy nie planują pokonywać całości tras za jednym posiedzeniem w siodle, jak i sakwiarzom, którzy z kolei rzadko kiedy z niego zsiadają. A dla miłośników mocniejszej jazdy i zdobywania kolejnych KOMów na Stravie, nie powinno zabraknąć przewyższeń na lokalnych wzniesieniach, które smakują zupełnie inaczej w temperaturze 30 stopni. 😉

Zatem jeśli plany wakacyjne jeszcze u Was w proszku, to proponuję przestudiować przez chwilę stronę Chorwacja Pełna Życia, gdzie znajdziecie szereg inspiracji przed wyjazdem, a potem to już tylko szybkie "paken machen" i na Istrię. Kto wie, może spotkamy się gdzieś przelotem, bo łazi za mną nieco dłuższa powtóreczka z tego wyjazdu, w sierpniu. Zatem do zoba na szlakach i jak zawsze szerokości, Kochani!

Rowerowe atrakcje Istrii odkrywałam na zaproszenie Chorwackiej Wspólnoty Turystycznej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.