Menu Zamknij

Minorka czyli pomysł na rowerowy weekend

Artykuł o majorkoskich klasykach jeszcze dobrze nie wyruszył w świat internetów, a ja już spieszę do was z kolejną rowerową polecajką. Tym razem na tapet biorę sobie można by rzec "młodszą siostrę Majorki", mianowicie Minorkę, na której byłam właściwie tuż po powrocie z Bajkowego Campa na Balearach. I powiem wam, że można by tu udziergać ze dwie rowerowe pętle, idealne na weekendowy bike break, albo na krótki wypadzik z Majorki.

Kilka słów o wyspie

Minorka jak już wspomniałam należy do archipelagu Balearów położonego na Morzu Śródziemnym i jest drugą co do wielkości wyspą. Pełna urokliwych miasteczek, malowniczych plaż i turkusowej wody nie odbiega krajobrazem od innych wysp. Siłą rzeczy warunki pogodowe są tu niemal identyczne jak na Majorce. W okresie wiosennym z pewnością docenicie 20+ stopni Celsjusza w porównaniu do polskiej loterii pogodowej, i której przewidzenia nie podejmuje się nawet sam wróżbita Maciej.

Na wyspę możecie dostać się na dwa sposoby. Po pierwsze bezpośrednie loty z Polski na lotnisko Mahon na wschodzie wyspy zaoferuje wam Wizzair i to za całkiem rozsądne pieniądze (ok. 500-600 zł w obie strony - bez bagażu). Po drugie, możecie się tu dostać promem z Port de Alcudia na Majorce, który przybija do portu Ciutadella na zachodzie wyspy. Ceny w dużej mierze zależą od linii i długości rejsu, który trwa między 1 h, a 2,5 h. Jeśli na poważnie będziecie rozważać taką opcję to polecam przeszukać portal Directferries.

Oba wspomniane miasta, czyli stolica Mahon oraz port Ciutadella leżą na dwóch krańcach wyspy, które dzieli 45 km główną trasą Me-1. W obu miastach możecie znaleźć liczne hotele przyjazne kolarzom, oraz wypożyczalnie rowerowe, ale nie jest to już taka oferta, jaką znajdziecie na Majorce. Ja planując tylko jeden dzień jazdy podczas mojego rodzinnego pobytu wypożyczyłam rower w Mahon w Ciclos Tramontanta i z czystym sumieniem polecam wam tę wypożyczalnię - Link.

S2026E004-Asset-01
S2026E004-Asset-02
S2026E004-Asset-03

El Toro i inne rowerowe "atrakcje"

Chcąc wycisnąć z cytrynki, tfu, z Minorki jak najwięcej, a jednocześnie zdążyć oddać rower do wypożyczalni zaplanowałam sobie całkiem ambitną trasę liczącą ponad 100 km i ok 1200 m przewyższeń. Oczywiście obowiązkowym punktem programu miał być wjazd na górę El Toro, czyli najwyższy punkt wyspy. A że chciałam mieć go z głowy w pierwszej kolejności, to ruszyłam z Mahon na zachód najpierw trasą Me-7, a potem drogą Cami d'en Kane biegnącą równolegle do autostrady i prowadzącą wprost do Es Mercadal. Piękna, wąska droga z minimalnym ruchem samochodowym sprawdziła się idealnie by rozgrzać nogi i zapoznać się z wypożyczonym sprzętem.

S2026E004-Asset-04
S2026E004-Asset-05
S2026E004-Asset-06

Po 20 km rozgrzewki i dojeździe do Es Mercadal zrobiłam jeszcze pamiątkowe zdjęcie ze znakiem informującym, w którym kierunku należy się udać, by dojechać do "Santuari del Toro" i rozpoczęłam wspinaczkę na szczyt. Czekało mnie 3,1 km o średnim nachyleniu 9,6%. Niestety żar lejący się z nieba nie ułatwiał zadania na kolejnych agrafkach, ale w końcu udało mi się dotrzeć na górę. Wszystkich przybyłych wita tu pomnik Chrystusa, wprawdzie nie tak okazały jak ten w Rio, a już na pewno nie tak, jak ten nasz narodowy w Świebodzinie, ale zawsze coś. 😉 Tuż obok znajduje się wejście do Sanktuarium, a w nim kawiarnia. W nagrodę za odhaczenie pierwszego punktu z zaplanowanej traski zrobiłam sobie colkę. Ja wprawdzie ograniczyłam się tylko do trunków, ale oczywiście możecie tu też trochę zgrzeszyć wybierając jakieś ciacho.

S2026E004-Asset-07
S2026E004-Asset-08
S2026E004-Asset-09

Dodatkową nagrodą był oczywiście zjazd ze szczytu z powrotem do Es Mercadal, z którego ruszyłam dalej na północ do Cap de Cavalleria z najwyższą latarnią morską na wyspie z XIX wieku. To, co zdecydowanie odróżnia Minorkę od Majorki to dużo mniejsza komercjalizacja. Jako że główne ośrodki turystyczne znajdują się na wybrzeżu, jej centrum pozostaje surowe i naturalne z gdzieniegdzie zlokalizowanymi gospodarstwami wiejskimi. Z kolei ostatni fragment trasy do latarni to już istna uczta dla oczu, którą zapewnią wam bezkresne łąki i skalne klify rozsiane wzdłuż linii brzegowej. Po dojeździe na miejsce polecam sobie zrobić szybki spacer po terenie latarni, bo widoki z 90 metrowych klifów robią naprawdę spektakularne wrażenie.

S2026E004-Asset-10
S2026E004-Asset-11
S2026E004-Asset-12

Kolejny punkt mojego przejazdu znajdował się na sąsiednim przylądku. Dojechałam do niego drogą Cami de Tramontana. W tak zwanym międzyczasie upał zelżał, a ja dostałam darmowy prysznic chłodzący w postaci krótkiego, ale rzęsistego deszczu. Przemoczona, ale szczęśliwa dotarłam po kilkunastu kilometrach do Torre de Fornells, wieży wartowniczej wzniesionej na początku XIX wieku przez Brytyjczyków. Ja niestety nie miałam na to czasu, ale jeśli już tu dotrzecie, to proponuję rozważyć jej zwiedzanie, biorąc pod uwagę, że jest to jedyna wieża tego rodzaju na wyspie otwarta dla zwiedzających, a bilet wstępu kosztuje jedynie około 2,5 EUR. W samym Fornells możecie też zwiedzić ruiny zamku Castell de Sant Antoni z XVII wieku wzniesiony w celu ochrony portu.

S2026E004-Asset-13
S2026E004-Asset-14
S2026E004-Asset-15

Ja z Fornells przejechałam na kolejny przylądek do miasta Port d'Addaia, gdzie mogłam zobaczyć kolejną wieżę wartowniczą. Natomiast z perspektywy czasu wyznaczyłabym trasę inaczej i wam polecam pojechać dalej trasą Me-9 na północ do Na Macaret, gdzie zarówno wieża wartownicza jak i widok na klify wydają się ciekawsze. Po drodze polecam wam też zjechać na jakiś obiadek bo o otwartą restaurację poza sezonem wcale nie tak łatwo. Ja ostatecznie wybrałam La Bella Napoli w Punta Grossa II i uraczyłam się klasycznym boloniakiem by uzupełnić węgle na drogę powrotną. Niestety z powodu ograniczeń czasowych musiałam odpuścić ostatni planowany postój w Park Natural de s'Albufera des Grau, obrzasze chronionym na Minorce wpisanym na listy Unesco jako rezerwat biosfery. Rowerem spokojnie da się dojechać do Es Grau, gdzie znajduje się cenrum dla zwiedzających. W internetach możecie wyczytać, że w parku będącym domem dla ponad 100 gatunków ptaków można zobaczyć flamingi, ale niestety mi nie było to dane.

Mimo zmęczenia i niepełnej realizacji planu dotarłam do Mahon szczęśliwa i zdążyłam oddać rower do wypożyczalni tuż przed zamknięciem. Tam już czekała na mnie rodzinka i z roweru przesiadłam się do auta. Ostatecznie licznik tego dnia pokazał mi 103 km i 1235 m przewyższeń. I takim wynikiem byłam w pełni ukontentowana. Ślad przejechanej przeze mnie trasy znajdziecie tutaj - Link

S2026E004-Asset-16
S2026E004-Asset-17

Podsumowanie

Minorka to zdecydowanie warta rozważenia destynacja, jeśli szukacie czegoś na rowerowy weekend. Tu czas biegnie zdecydowanie wolniej niż na gwarnej, pełnej kolarzy Majorce. I choć nie ma tu tras porównywalnych do znanych wszystkim klasyków typu Cap de Formentor, to i tak można się ujechać. Dodatkowo tutejsze krajobrazy przypadną do gustu tym, którzy cenią sobie naturalne, surowe tereny, a kolarstwo romantyczne stawiają ponad wykręcone waty i przewyższenia.

Na bazie doświadczenia zdecydowanie polecam wybrać się tu na co najmniej dwa dni jazdy, bo nie sposób wkomponować wszystkich wartych odwiedzenia miejsc w jedną pętlę. Większość punktów widokowych rozsiana jest po północnych przylądkach, ale myślę, że warto byłoby chociażby dla porównania zajrzeć też na południe. Dlatego, jeśli tylko nadarzy się okazja, to pewnie wrócę na wyspę z rowerem i poinformuję was o tym fakcie, chciałoby się rzec, "niezwłocznie", ale jak już pewnie sami wiecie, byłoby to wierutne kłamstwo. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *