Menu Zamknij

Ministerialna ustawka w puszczy

Zima na dobre zawitała na Mazowsze i to z całym swym dobrodziejstwem w postaci mrozu i śniegu, co ostatnimi laty bywa rzadkością. Dlatego tym bardziej się dziwię, że zamiast siedzieć w ciepłym domku i wyciskać hektolitry potu w mojej zwiftowej jaskini wytopu zaczęło mnie ostatnio nosić.

W ten weekend postanowiłam się bowiem wybrać na ustawkę z nikim innym jak z samą Ministrą Kolarstwa i Sportu i z jej aniołkami, a raczej niezłymi rowerowymi diablicami. 🙂 Miejsce startu na kultowym już parkingu koło Roztoki mogło wróżyć jedynie coś dobrego. Jedne z najlepszych trasek po Puszczy Kampinoskiej mają swój początek właśnie tutaj. Naprawdę jarałam się na tą jazdę niczym nowe lampy w solarium.

Wszystko było pięknie do momentu, aż zaparkowałam auto i z niego wysiadłam. „Czy mnie już do reszty Bóg opuścił? Czy naprawdę nie ma lepszych zajęć w taki ziąb i to w sobotę o godzinie 9:30? Po krótkiej analizie sytuacji stwierdziłam, że całe poranne poświęcenie nie może iść na marne. Po pierwsze pobudka o 7:30, gdy za oknem ciemno jak w… no wiecie, żeby zdążyć na ustawkę. Po drugie pół godziny walki podczas wbijania się w te wszystkie warstwy rowerowej sexy lajkry. Miałam wrażenie, że przerobiłam w tym czasie chyba wszystkie pozycje kamasutry. Ale najgorsza była świadomość, że missnęłam moje ukochane cosobotnie naleśniki na rzecz talerza paskudnego makaroniarza z pesto. Ble! Nie no nie ma opcji, by po tym wszystkim odpuścić tylko dlatego, że pizga jak w Kieleckiem. 😉

W końcu w liczbie 13 sztuk ruszyłyśmy szlakiem w stronę Warszawy. Na początek Ewa wrzuciła mocniejsze tempo by przywrócić funkcje życiowe w naszych organizmach. Faktycznie już za moment wszystkie jednogłośnie stwierdziliśmy, że wróciło czucie w palcach u rąk i nóg i obejdzie się bez amputacji. 😉 Kolejne kilometry utwierdzały mnie i chyba nas wszystkie w przekonaniu, że jednak był to fajny pomysł na spędzenie kawałka weekendu. Jazda po Puszczy o każdej porze roku ma swój urok, ale jesień i zima mają tą przewagę, że sekcje piachów nie dają tak bardzo w kość. Tym samym zostaje więcej sił na podjazdach, których pokonanie skutecznie utrudniają wszechobecne korzenie. A tych dzisiaj naprawdę wpadło sporo. Ewa zadbała o to by pętla, którą miałyśmy pokonać była urozmaicona. Było kilka szybkich odcinków, do tego wpadło wiele urokliwych singli, wspomniane podjazdy no i to, co tygryski lubią najbardziej, czyli równie mocno ukorzenione zjazdy.

S2020E025 Asset 02
S2020E025 Asset 03
Kampinoski Park Narodowy - 12 grudnia 2020

Choć miałam przyjemność po raz pierwszy pojeździć z dziewczynami Ministry to właściwie od samego początku czułam się, jakbym znała się z nimi od zawsze. Krótkie pogaduchy w parach, czy większych podgrupach w trakcie jazdy zrobiły fajny klimat. Nikt nie cisnął jak dzik Notecki, nikt się nie napinał jak plandeka na Żuku. Ot taka luźna babska ustawka. Oczywiście podczas jazdy poćwiczyłyśmy trochę techniki, m.in. pozycję na rowerze na stromych zjazdach. Dla chętnych była również sztuka picia herby z termosu w przelocie. 😉 Dziewczyny wybaczcie, nie mogłam nie wspomnieć.

Do domu wracałam z bananem na twarzy. To była naprawdę zacna ustawka. I ok, przyznaję, miałam lekki niedosyt i chciałam jeszcze pobujać się po puszczy, ale to już klasyk. Jak się już matka z domu wyrwie na rower to ile by nie zrobiła, zawsze będzie mało. 😉 Niemniej, była to spoko alternatywa do przejażdżek po Puszczy z moimi CRT-owymi kompanami (chłopaki wybaczcie, kocham Was, ale nawet kobieta potrzebuje czasem przerwy od testosteronu). I taką oto pętelkę dziś sobie ogarnęłyśmy.

Kampinoski Park Narodowy - 12 grudnia 2020
Kampinoski Park Narodowy - 12 grudnia 2020

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *