Menu Zamknij

Bajkowy Camp na Majorce – kultowe klasyki i inne trasy

Ten rok wyjątkowo obfituje w rowerowe wyjazdy, a ja tylko z przerażeniem patrzę, czego jeszcze wam nie opisałam. Korpożycie plus dwa bombelki w domu nie sprzyjają niestety regularności w publikowaniu wpisów na blogu. Ale póki udało mi się zasiąść na kanapie, a z góry nie dociera żadne znane mi do znudzenia "Mamooooo!" to nie będzie lepszej okazji by zrelacjonować wam tegoroczny hit rowerowy w postaci tygodniowego pobytu na Majorce.

Przygotowania do wyjazdu

Majorka jako kierunek na rower chodziła już za mną jakiś czas. Po pierwsze byłam tam już raz z rodziną i najbardziej charakterystycznym krajobrazem tej wyspy są watahy kolarzy przemierzające wyspę wzdłuż i wszerz. Po drugie do wyjazdu na Majorkę namawiał mnie już jakiś czas mój kolega Michał, ale zawsze miałam jakąś wymówkę. W tym roku nieśmiało rzuciłam pomysł wyjazdu na wiosnę wśród mojej bajkowej ekipy i ku mojemu miłemu zaskoczeniu zgłosiło się dwóch chętnych towarzyszy. I tak z małego "marzenia" zaczął się tworzyć realny plan wyjazdu.

W okresie wiosennym Majorka oferuje całkiem przyzwoite 20-25 stopni Celsjusza, idealne do szlifowania formy przed sezonem. Baza hotelowa na wyspie jest właściwie stworzona pod kolarzy, a wszechobecne wypożyczalnie rowerowe oferują sprzęt topowych marek od zwykłych, klasycznych rowerów dla niewymagających klientów po maszyny z najwyższej półki. No i przede wszystkim one - trasy, idealne na okres przedsezonowy, które choć z pozoru mogą wydawać się niewymagające ze względu na małe procenty nachyleń, to zapewniam was, że i tak wycisną z was 7 poty.

S2026E003-Asset-02
S2026E003-Asset-03
S2026E003-Asset-04

Po odbytej wstępnie charakterystyce wyspy podrzucam wam kilka informacji praktycznych. I tak na wyspę spokojnie dostaniecie się tanimi liniami. Terminów lotów w okresie wiosennym jest od groma w dość przystępnej cenie. Nam udało się kupić bilety za 1200 zł w obie strony z bagażem rejestrowanym do 23 kg oraz bagażem wielkogabarytowym czyli rowerem. Jeśli chodzi o bazę noclegową to polecam rozważyć Alcudię na północy wyspy. To właśnie na północy wyspy przez pasmo górskie Serra de Tramuntana przebiegają kolarskie klasyki Majorki w tym kultowa Sa Calobra. My we wspomnianej Alcudii a dokładnie w Port de Alcudia zatrzymaliśmy się w hotelu Ona Aucanada. Ogólnie byliśmy z niego zadowoleni. Apartament był bardzo przestronny, aneks kuchenny w pełni wyposażony, a śniadania w formie bufetu były wygodną opcją by w miarę szybko z rana iść na rower. Pozostaje transfer z lotniska w Palma de Mallorca na południu do Alcudii na północy. I tu pojawiają się schody. W internecie wyczytacie, że do Alcudii dostaniece się autobusem i można w nich przewozić roweru. Niestety realia na wyspie są zgoła inne. Słyszeliśmy różne wymówki od kierowców, ale finalnie bez względu na wielkość autobusu i liczbę pasażerów wasz los jest właśnie w rękach kierowców, a tym ewidentnie nie po drodze z kolarzami i generalnie powtarzają jak mantrę "No possible", często z towarzyszącym im uśmiechem satysfakcji na twarzy. Polecamy wam zatem dobrać się na lotnisku w grupę 5-6 osobową z innymi kolarzami i wynająć busa z parkingu przed hotelem. Koszt to około 20-25 EUR na głowę, ale chyba lepiej zapłacić i dojechać niż czekać na przystanku na cud.

Cap de Formentor - 62 km i 936 m up

W dniu przyjazdu zrobiliśmy szybką rundę rozgrzewkową na aklimatyzację. Natomiast już drugiego dnia pobytu rozpoczęliśmy zwiedzanie wyspy od jednego z klasyków, czyli wjazdu na Cap de Formentor. Początek trasy to szybki dojazd wzdłuż wybrzeża z Port de Alcudia do Port de Pollenca. Przed zasadniczą częścią trasy zrobiliśmy sobie jeszcze postój w kawiarni Torre Playa, w której obsługiwała nas przesympatyczna Polka od lat mieszkająca na Majorce. Polecam, gdybyście chcieli zrobić szybką pauzę i podelektować się widokiem morza.

S2026E003-Asset-05
S2026E003-Asset-07
S2026E003-Asset-06

W końcu przyszedł czas na pierwszą porządną wspinaczkę. Dojazd do Formentoru składa się bowiem z kilku większych i mniejszych podjazdów. Na początek trzeba wdrapać się do Coll de la Creueta, podjazd liczący około 3,5 km z przewyższeniem 213 m oraz średnim nachyleniem 6,3%. Może i nie brzmi wymagająco, ale jak na pierwsze "występy" na wyspie przy temperaturze 28 stopni C dał nam się nieco we znaki. Na górze można oczywiście złapać oddech, nacieszyć oko widokami na Mirador Es Colomer i posilić się nieco w lokalnej, małej knajpce. Towarzystwa dotrzymają wam kozy, których jest tu multum i które stanowią stały element tutejszych krajobrazów.

Oczywiście jak to zwykle bywa po podjeździe przyszedł czas na zjazd, który bardzo nas ucieszył. Niemniej myśl, że jest to jedyny dojazd do i z Formentoru, nie dawała nam spokoju, bo wiadomo było, że to, co zjedziemy, trzeba będzie podjechać na powrocie. W końcu dotarliśmy do skrzyżowania, z którego można dojechać do Playa de Formentor. My wprawdzie odpuściliśmy wizytę na plaży, ale ze zdjęć w internetach wygląda ona bajecznie, więc możecie rozważyć na niej krótki przystanek. Dalsza część trasy to długa i szybka prosta przez las w towarzystwie kóz, aż do kolejnego podjazdu, z którego rozpościera się przefantastyczny widok na Playa Figuera. Po jej minięciu czekał na nas przejazd przez tunel, który też ma swój urok. Od tego momentu mamy już na zmianę lekkie podjazdy i zjazdy by finalnie nacieszyć oko widokiem na latarnię morską Formentoru - kultowy obrazek, po którym każdy rozpozna Majorkę. Ostateczna wspinaczka to kilka serpentyn w towarzystwie aut stojących w korku. Tu uwaga, bo kierowcom czasem kończy się cierpliwość i postanawiają na środku drogi wykonać manewr zawracania niekoniecznie patrząc w lusterka.

S2026E003-Asset-08
S2026E003-Asset-09
S2026E003-Asset-10

Po dotarciu do celu zrobiliśmy sobie krótki przystanek na zasłużone ciastko, które można kupić w tutejszej kawiarni Cafeteria Faro Formentor i oczywiście na zdjęcia, bo widoki stąd są naprawdę nieziemskie. Miałam wrażenie, że wszyscy odwlekaliśmy powrót, ile się dało, ale był on nieunikniony. Na szczęście dobrze rozgrzana noga po dojeździe do celu tym razem dużo sprawniej kręciła na podjazdach. Ne koniec mieliśmy jeszcze oczywiście nagrodę w postaci zjazdu do Port de Pollenca, który wynagrodził nam z nawiązką wszystkie wcześniejsze wspinaczki. Po dojeździe do hotelu licznik zatrzymał się na 62 km i prawie 1000 m przewyższeń. Ślad trasy znajdziecie tutaj - Link.

Santuari de Cura - 116 km i 1033 m up

Plan tego dnia był, by zrobić lżejszą trasę, ale finalnie nie wyszedł. Tym razem skierowaliśmy się z Port de Alcudia na południe by odbić na zachód w stronę środka wyspy. Przejechaliśmy przez miasto Sa Pobla i dalej pojechaliśmy w kierunku miasta Inca. To, co na pewno przypadnie wszystkim kolarzom do gustu, to mnóstwo wąskich dróg z bardzo dobrym asfaltem o małym natężeniu ruchu poprowadzonych wśród sadów oliwnych i pól. Ja będąc mną co i rusz chciałam przystawać na jakieś zdjęcie, a Tomek będąc Tomkiem mobilizował mnie do dalszej jazdy typowym dla siebie "Monia jedziemy, hop, hop, hop" 😉 Jezusieńku, do dziś słyszę to "hop hop hop" w głowie.

S2026E003-Asset-11
S2026E003-Asset-12
S2026E003-Asset-13

Po niespełna dwóch godzinach jazdy dotarliśmy do miejscowości Sencelles, do której prowadził całkiem zacny podjazd - licznik pokazał przez moment nawet 15%. Zrobiliśmy sobie szybki przystanek na colkę w Cafe Ca'n Paris i ruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku kolejnej miejscowości Algaida. Właściwie w każdym z mijanych miasteczek rzuca się w oczy jedno - wszechobecni kolarze w każdym wieku podczas raczenia się trunkami i posiłkami wszelkiej maści w lokalnych knajpkach i kawiarniach, którzy pozdrawiają tych przejeżdżających obok. My również za każdym razem spotykaliśmy się z pozdrowieniami, zarówno na drodze jak i właśnie we wspomnianych miasteczkach i jest to naprawdę bardzo pozytywne doświadczenie.

W końcu dojechaliśmy to krytycznego punktu trasy, czyli podjazdu na szczyt Puig de Randa, na którym znajduje się sanktuarium Cura z XV wieku. Znak na początku wzniesienia informuje przyjezdnych, że będą musieli wdrapywać się przez 4,5 km z nachyleniem 5,6%. Już na samym początku wspinaczki uderzyła nas jedna rzecz. Mimo że jedzie się w większości czasu w cieniu dzięki licznym drzewom, to brak wiatru, który towarzyszył nam na podjazdach na wybrzeżu robi kolosalną różnicę i człowiek po prostu płynie. Na szczęście podczas wizyty w Sencelles uzupełniliśmy bidony, bo te zeszły momentalnie. W końcu wyczerpani, ale szczęśliwi dotarliśmy na szczyt, a tam już zgodnie z tradycją zjedliśmy po przyzwoitym ciastku w lokalnej restauracji, na które zdecydowanie tego dnia zasłużyliśmy. Gdybyście kiedyś tu dotarli i nie chciałoby wam się już wracać do domu, to możecie spokojnie przenocować w tutejszym hotelu za ok. 120-130 EUR.

S2026E003-Asset-14
S2026E003-Asset-15
S2026E003-Asset-16

My jednak zdecydowaliśmy się wrócić na noc do naszego hotelu. Po zjeździe ze szczytu skierowaliśmy się w stronę miasta Sineu, a stamtąd na wybrzeże do Ca'n Picafort by ostatecznie domknąć pętlę w Port de Alcudia. Tego dnia licznik zapisał 116 km i 1033 m przewyższeń. Ślad do tej trasy znajdziecie tutaj - Link.

Port de Sa Calobra - 117 km i 2040 m up

W końcu przyszedł kulminacyjny dzień wyjazdu, czyli trasa do Port de Sa Calobra wiodąca przez liczne przełęcze, na których zbiera się kolejne metry przewyższeń. Tradycyjnie już musieliśmy jednak najpierw do nich dojechać z naszego hotelu. Podobnie jak na trasie do sanktuarium zaczęliśmy kręcić pętlę od południa przejeżdżając przez Sa Poblę i kierując się dalej na Buger, gdzie odbiliśmy już w stronę gór. Właściwie od miejscowości Caimari zaczyna się już wspinaczka do Coll de sa Batalla licząca 8 km o średnim nachyleniu 5%. To właśnie tu na końcu tego podjazdu znajduje się kultowa stacja benzynowa Repsol, przy której zawsze widać zatrzęsienie kolarzy. Teraz już wiem dlaczego. Jest to bowiem tak naprawdę pierwszy punkt programu, jeśli chodzi o wspinaczki czy to do Sa Calobry, czy do Soller. Tutaj można złapać chwilę oddechu i napełnić bidony.

S2026E003-Asset-17
S2026E003-Asset-18
S2026E003-Asset-19

Po szybkim pamiątkowym zdjęciu ruszyliśmy dalej w stronę Escorcy, i za znanym z kolarskich zdjęć i rolek akweduktem odbiliśmy już w kierunku przełęczy Coll dels Reis, która dzieliła nas od finalnego zjazdu do Sa Calobry. Po kolejnych nie wiem już ilu serpentynach ku naszej radości ukazał się znak z nazwą przełęczy i informacją, że znajdujemy się na wysokości 682 m n.p.m. W końcu dotarliśmy też do kolejnego kultowego miejsca na Majorce zwanego Nus de Sa Corbata, czyli tzw. węzeł "Krawata", gdzie droga zakręca o 270 stopni i przecina się sama ze sobą. Dalsza część trasy to już fantastyczny zjazd po niezliczonych serpentynach do samego portu Sa Calobra. Podobnie jak w przypadku trasy na Formentor jest to również jedyna droga powrotna na górę. Wiedzieliśmy, że czeka nas srogi podjazd, ale wiatr towarzyszący nam na zjeździe skutecznie rozwiewał te myśli.

Port Sa Calobra to przeurokliwe miejsce, widoki psują może trochę kawiarnie, ale faktem jest, że głowa kręci się tu człowiekowi w kółko. Z jednej strony majestatyczne góry Serra de Tramuntana, z drugiej mała zatoczka z turkusową wodą i plażą. Niestety nie było nam dane zakosztować kąpieli w morzu, ponieważ najtrudniejsza część trasy wciąż była jeszcze przed nami. Po szybkiej przerwie na colkę i pamiątkowym zdjęciu dla uwiecznienia szczegółów podjazdu, ruszyliśmy w drogę powrotną. Tym razem do pokonania mieliśmy 9,5 km o średnim nachyleniu 7%. Pierwsze pętle, dużo łgodniejsze niż średnia pozwoliły na nowo rozgrzać nogę, ale z każdym kolejnym kilometrem robiło się coraz trudniej. Sprawy nie ułatwiał fakt, że większość podjazdu jechaliśmy w pełnej lampie i przy akompaniamencie klaksonów aut. Sprawy nabrały jeszcze gorszy obrót i ostatecznie zmusiły mnie do zatrzymania, gdy na jednym z zakrętów poczułam na plecach oddech kierowcy autobusu. Ten gdyby mógł zabijać wzrokiem to zrobiłby to bez mrugnięcia okiem. Gdy w końcu trochę się przerzedziło, ruszyłam w dalszą drogę i pokonując ostatnie 3-4 agrafki doturlałam się do wspomnianego wcześniej węzła "Krawata". Na pamiątkę naszego wyczynu kupiliśmy sobie z Tomkiem koszulki ze śladem trasy w tutejszej kawiarni i ruszyliśmy do hotelu.

S2026E003-Asset-20
S2026E003-Asset-21
S2026E003-Asset-22

Powrót upłynął nam już w dużej mierze na przyjemnych zjazdach w stronę Lluc i dalej do Pollenci. Ostatecznie tego dnia przejechaliśmy prawie 117 km i ponad 2000 m przewyższeń. Ślad do tej trasy znajdziecie tutaj - Link.

Inne trasy na Majorce

Jak się okazuje, wcale nie jest tak łatwo wytyczyć na Majorce płaską trasę. W dni pomiędzy opisanymi klasykami staraliśmy się wkomponowywać coś mniej wymagającego, ale ostatecznie zawsze trzeba gdzieś podkręcić pod górę. Niemniej wspomniane już piękne widoki roztaczające się czy to na sady i pola czy też na linię brzegową pomagają przetrwać trudy wspinaczek. Dlatego jako inspirację podrzucam wam w gratisie 3 inne trasy, które zrobiliśmy w trakcie naszego Bajkowego Campa:

  • Trasa do Inca przez Caimari i Selva  - Link
  • Trasa do Port de Pollenca z powrotem przez Sa Pobla - Link
  • Trasa do Betlem przez Colonia de Sant Pere - Link
S2026E003-Asset-23
S2026E003-Asset-24
S2026E003-Asset-25

Podsumowanie

Wyjazd na Majorkę w okresie wiosennym okazał się strzałem w dziesiątkę. Podczas gdy u nas temperatury jeszcze nie zachęcały do zdjęcia roweru szosowego z kołka, na Majorce sezon jest już w pełnym rozkwicie. Majorka zdecydowanie kusi słoneczną pogodą (oczywiście trzeba mieć tu trochę szczęścia), świetną infrastrukturą stworzoną pod kolarzy, malowniczymi szlakami z idealnym asfaltem, które pozwolą szlifować formę na sezon no i też przepysznym jedzeniem (na pewno można znaleźć miejsca serwujące typową kuchnię hiszpańską). Ja dopisuję Majorkę do listy moich ulubionych destynacji rowerowych i pewnie rozważę ją ponownie w przyszłym roku jako punkt startowy sezonu, a wam również polecam przetestować tamtejsze szlaki. Mam nadzieję, że moja krótka relacja pomoże wam w decyzji i zaplanowaniu pobytu na wyspie. I myślę, że nie będziecie żałować.

S2026E003-Asset-26
S2026E003-Asset-27
S2026E003-Asset-28

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *